wtorek, 2 kwietnia 2013

V.We Francji...

2 miesiące wcześniej.Dzień przed zakończeniem roku szkolnego.
Rose obudziła się i spojrzała na łóżko obok niej. Jej przyjaciółka jeszcze smacznie spała.
-Stephanie, wstawaj!-krzyknęła waląc ją poduszką po głowie.
-Co?Która godzina?-spytała zaspana Stephanie.
-8:00, za godzinę zaczynają się lekcje!-krzyknęła Rose.
-Przecież dzisiaj nie ma lekcji!-odpowiedziała jej rozbudzona już przyjaciółka.
-No, tak.-powiedziała brunetka Rose.-Idę się przebrać.
       Rose Evans była średniej wielkości brunetką.Jej oczy były koloru zielonego.Miała 14 lat.Mieszkała z babcią i bratem.Jej rodzice zginęli przez śmierciożerców.Uwielbiała bransoletki z resztą widać było mnóstwo na jej ręce.Nie cierpiała swojej szkoły a jeszcze bardziej swojej dyrektorki Olimpii Maxime.Wszyscy w tej szkole mieli francuski akcent,  jakby miały flegmę w gardle.Tylko ona i jej przyjaciółka Stephanie Miller mówiły "normalnie". Pochodziły z Anglii ale mieszkały we Francji.Ona z Stephanie były największymi żartownisiami w szkole. Prawdę mówiąc były jedynymi żartownisiami w szkole. Reszta dziewcząt albo była poważna albo dziwna. Przyjaciółki nie dawno skończyły robić żelki.Ten kto je
spożył nie mógł mówić przez 5 minut. Na swoim koncie miały także:
-chipsy powodujące nagłą płaczliwość,
-tabletki powodujące natychmiastowy ból głowy,
-sznur związujący osobę, w którą się nim rzuci,
- pióro podpowiadające(słyszał je tylko ten, który posiadał ta pióro),
-proszek zmieniający kolor skóry i twarzy(opracowały też wersję w cukierkach),
-odtrutki na wszystkie wynalazki.
      Stephanie Miller była bardzo podobna do Rose.Tylko była rok młodsza od Rose. Różniły się kolorem włosów(Stephanie miała czarne),oczy miała piwne, lubiła czytać(ale tylko ciekawe książki, jej ulubiony gatunek to kryminał i horror), podobnie jak Rose, uwielbiała obronę przed czarną magią.Jednak niezbyt lubiła bransoletki.Wolała kolczyki lub naszyjniki.Tak samo jak Rose nienawidziła akademii Beauxbatons  i jej mundurków.
      Kiedy Rose była w łazience Stephanie ubrała się w dormitorium.Po chwili Rose także wyszła z łazienki.
-Ech, jeszcze mundurki.-powiedziała brunetka i obie dziewczyny je założyły.
-W TIEJ CHWILI MI OTWIELAĆ!WIEM ZE TO WASZI SPRAWKIA!-krzyknął jakiś głos.Madame Maxime.Dziewczyny otworzyły drzwi od dormitorium udając,że nic nie wiedzą.Jednak kiedy spojrzały na swoją dyrektorkę wybuchły śmiechem.Skóra Olimpii Maxime była cała różowa a włosy były zielone.
Wczoraj po cichu udały się do gabinetu dyrektorki i dorzuciły jej trochę proszku do herbaty.
-WIEM ŻE TO WI!W TEJ CHWILJI DAJCI MNIE ODTRUTKIE!-wykrzyczała na nich olbrzymka.
Dziewczyny posłusznie poszły po odtrutkę.
-Dziękuji.Więcej nie róbci takich numeriów.Idźci na śniadanije.-powiedziała Olimpia i poszła sobie.
-Tylko tyle?-zdziwiły się przyjaciółki i poszły na śniadanie.
           Następnego dnia od rana była napięta atmosfera.Wszyscy szykowali się do wyjazdu ze szkoły.O godz.13:00 było zakończenie roku szkolnego.Wszyscy usiedli i czekali na dyrektorkę.Kiedy weszła wszyscy powitali ją oklaskami.Tylko Stephanie i Rose nie klaskały.
-Kochani koleijny riok diobiegl końca.Mam nadzieije, żie przez te wakacije Rose i Stephanie zmądrzeją.-powiedziała Olimpia.Najmniej lubiana  przez przyjaciółki osoba- Fleur Delacour spojrzała na
nie z pogardą.
-A więc moji miliji.Żiczę wam miłich wakaciji.Możecie jiuż iść.-zakończyła dyrektorka.
Wszyscy się rozbiegli.Za bramą szkoły czekał na nią jej brat Carlos.
-Jak tam?-spytał.
-Spoko.-odpowiedziała i pojechali do domu.
       Pierwsze dwa tygodnie wakacji minęły im bardzo szybko.Pewnego dnia Rose odwiedziła  jej przyjaciółka Stephanie i jej przyjaciel Thomas, który był z Durmstrangu.Przyjaciele poszli na górę do pokoju Rose.
-Jak tam?-spytała szatynka.
-Fajnie.-odpowiedzieli jej.
-Co ty taka zadowolona Stephanie?-spytała Rose.
-Bo wiesz my...PRZENOSIMY SIĘ DO HOGWARTU!-krzyknęła jej przyjaciółka.
-Co...Co?-spytała szatynka.
-Przenosimy się do Hogwartu.-powiedział Thomas.
-Ale jak ja sobie poradzę w Beauxbatons sama?-spytała smutno Rose.
-O czym ty mówisz?Przenosisz się z nami.-powiedziała wesoło Stephanie.
-Przykro mi.Babcia mi nie pozwoli.-powiedziała szatynka i łzy napłynęły jej do oczu.
-Nie martw się, ubłagasz ją.-odpowiedziała brunetka.
-Ale...będziecie dojeżdżać do Anglii aż z Francji?-zdziwiła się szatynka.
-Nieee, no co ty.Wynajmujemy mieszkanie.-odpowiedziała jej brunetka śmiejąc się.
-Aha.Ok.-powiedziała szatynka.Nagle zadzwonił telefon Thomasa.
-Halo?-spytał.-No dobra, zaraz tam będę.-powiedział blondyn i zakończył rozmowę.
-Sorki dziewczyny. Koledzy wzywają.-powiedział i wyszedł.
Dziewczyny pokiwały głowami.Kiedy jej koleżanka poszła Rose udała się do pokoju swojej
babci Emily.
-Babciu...?-zaczęła szatynka.
-Tak, Rose?-spytała babcia Emily.
-Bo wiesz...Ja...Mogę się przenieść do Hogwartu?-spytała dziewczyna.
Babcia zrobiła zdziwione oczy.
-Do Hogwartu?Ale po co, mieszkamy we Francji masz tu szkołę prawie na miejscu.Z resztą
do akademii Beauxbatons chodziłam ja, chodziła twoja mama i prababcia.Po co chcesz tam jechać?-spytała
Emily Evans.
-Stephanie i Thomas przenoszą się tam.Ja wynajęłabym mieszkanie i bym tam mieszkała.Odwiedzałabym
was.-powiedziała Rose.
-No dobrze, niech ci będzie.Jeśli twoi przyjaciele też tam będą...-powiedziała babcia z rezygnacją.
-Och, dziękuję ci babciu!Kocham cię!-krzyknęła Rose rzucając jej się na szyję.

              -Jadę do HOGWARTU!-krzyknęła Rose następnego dnia przyjaciółce.
-Super, mówiłam, że pojedziesz!-powiedziała uradowana Stephanie.
-To...kiedy się przeprowadzamy?-spytała Rose.
-Nie wiem, może jakoś w sierpniu.18 sierpnia.Pasuje ci?-spytała brunetka.
-Jasne.-powiedziała szatynka.-Musimy się coś dowiedzieć o tym Hogwarcie. Sprawdzę na internecie.-powiedziała Rose-Ech...Nic nie ma.Poczekaj...jednak coś jest.-powiedziała szatynka.
"Ta strona jest zaczarowana.Nie widzą jej mugole.Tylko czarodzieje."-głosił napis na stronie.
                                                                       "HOGWART

Hogwart został założony ponad tysiąc lat temu... przez czworo największych czarodziejów i czarownic tamtych czasów: Godryka Gryffindora, Helgę Hufflepuff, Rowenę Ravenclaw i Salazara Slytherina.

Szkoła magii i czarodziejstwa w Hogwarcie-
Hogwart
Szkoła kształtująca przyszłych czarodziejów, mieszcząca się w zamku Hogwart, położona gdzieś w Szkocji. Motto szkoły brzmi: "Draco dormiens nunquam titillandus", co oznacza "Nigdy nie łaskocz śpiącego smoka". Dzieci z magicznymi umiejętnościami są zapisywane do Szkoły Magii i Czarodziejstwa przez magiczne pióro jeszcze przed urodzeniem, a informowane są w wieku 11 lat – zazwyczaj listem przyniesionym przez sowę (Do rodziny mugoli przyjeżdża nauczyciel). Uczniowie po przybyciu do szkoły przydzielani poprzez tiarę przydziału są do jednego z czterech domów: Gryffindoru, Hufflepuffu, Ravenclawu lub Slytherinu. Za dobre zachowanie, zwycięstwa podczas meczy quidditcha lub za poprawne odpowiedzi podczas lekcji – nagradzani są punktami. Zaś za m.in. nieodpowiednie zachowanie – punkty są odbierane. Pod koniec roku, dom z największą liczbą punktów otrzymuje Puchar Domów."
-To jest dopiero coś...-powiedziała Rose i zaczęła czytać dalej.

Herb Hogwartu
"Hogwart został założony ok. IX/X wieku przez czterech najlepszych czarodziei tamtych czasów Godryka Gryffindora, Helgę Hufflepuff, Rowenę Ravenclaw oraz Salazara Slytherina. To właśnie od ich nazwisk powstały cztery domy. Początkowo założyciele samodzielnie wybierali osoby, które są godne studiowania magii, jednak po pewnym czasie Salazar Slytherin zażądał, aby przyjmować do szkoły tylko osoby czystej krwi. Nie zdołał przekonać do tego pozostałych założycieli, więc opuścił zamek. Wokół tego wydarzenia narosła legenda o Komnacie Tajemnic. Szkołę wielokrotnie przeszukiwano w celu znalezienia owej Komnaty. Dopiero w 1992 roku zostało potwierdzone, co tak długo się w niej skrywało. Komnatę zamieszkiwał ogromny bazyliszek, którego bezpośrednie spojrzenie było śmiertelne. Komnatę tą mógł otworzyć jedynie prawowity dziedzic Slytherina. Po śmierci wszystkich założycieli Hogwartu szkoła nadal funkcjonowała. Godryk Gryffindor pozostawił Tiarę przydziału, która dokonywała selekcji uczniów do poszczególnych domów. W historii Hogwartu zostały rozegrane dwie bitwy, podczas których śmierciożercy chcieli przejąć władzę nad szkołą.

Domy

Dopóki czterej założyciele żyli, mogli łatwo wybierać faworytów. Jednak po pewnym czasie zaczęli się zastanawiać, jak zachować tradycję przydziału uczniów do poszczególnych domów, gdy ich już zabraknie. Rozwiązanie znalazł Godryk Gryffindor, który zdjął z głowy swoja tiarę i każda z czterech osób tchnęła w nią cząstkę swych marzeń. Od tamtej pory przydzielaniem uczniów zajmuje się Tiara Przydziału.

Gryffindor:
Słynie z męstwa i odwagi.Kolory domu to szkarłat i złoto, a symbol to lew.
 Duchem domu jest Sir Nicholas De Mimsy-Porpington, znany również jako Prawie Bezgłowy Nick, a opiekunką domu jest Minerva MacGonaggal, kiedyś Albus Dumbledore.

Hufflepuff:
 Słynie z lojalności, uczciwości, szczerości i tolerancji. Kolory domu to żółty i czarny, a symbol to borsuk. Duchem domu jest Gruby Mnich, a opiekunką – Pomona Sprout. Pokój Wspólny znajduję się blisko kuchni.

Ravenclaw:
Słynie z mądrości i kreatywności. Kolory domu to niebieski i brązowy (w filmach niebieski i srebrny), a symbol to orzeł. Duchem domu jest córka Roweny Ravenclaw, Szara Dama, a opiekunem nauczyciel zaklęć – Filius Fliwtick.

Slytherin:
Cechuje się ambicją, sprytem, przebiegłością, zaradnością i pochodzeniem z rodów o czystej krwi. Kolory domu to zielony i srebrny, a symbol to wąż. Duchem domu jest Krwawy Baron, a opiekunem Severus Snape.

Hymn Hogwartu:
 Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart,
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego,
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego,
Bo powietrze je wypełnia,
Muchy zdechłe, kurzu wełna.
Naucz nas, co pożyteczne,
Pamięć wzrusz, co ledwie zipie,
My zaś będziem wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie!"


Dziewczyny zaśmiały się."To będzie cudowna szkoła..."-pomyślały.

-Do jakiego domu chcesz trafić?-spytała Stephanie.
-Oczywiście, że Gryffindor.Cechy domu to przecież odwaga i męstwo.No i mają może jakiegoś
ducha.Prawie Bezgłowy Nick, to lepsze niż Gruby Mnich, Szara dama czy Krwawy Baron.-powiedziała szatynka.-A ty?
-Gryffindor?Serio?Ja tam wolę Ravenclaw.Słynie przecież z kreatywności.A my jesteśmy baaaardzo kreatywne.-uśmiechnęła się Stephanie.
-Jak tam wolisz.Ja i tak zostaję przy Gryffindorze.-powiedziała dziarsko Rose.
-Ok.-odpowiedziała brunetka. 
                  I tak biegło życie we Francji.Rose codziennie spotykała się z przyjaciółmi i razem przygotowywali się do wyjazdu do Anglii.W końcu nadszedł z dawna oczekiwany dzień-18 sierpnia.Od rana dziewczyny biegały w tę i we w tę. 
-Carlos, widziałeś gdzieś moją szczotkę?-krzyknęła Rose.
-Bardzo śmieszne.-odpowiedział.
Dziewczyna w końcu znalazła szczotkę.Była...w łazience.Kiedy upewniła się, że wszystko ma ubrała się
w jeansy z dziurami i czarną bokserkę.Na nogi nałożyła trampki.Rzęsy pociągnęła tuszem a usta pomalowała błyszczykiem.Wyglądała...Super.Była już gotowa.
-Carlos, możemy już jechać!-krzyknęła. 
 


I zeszła na dół. Pożegnała się z babcią i poszła do samochodu Carlosa. Bagaż schowała do magicznie powiększonego bagażnika. Przed domem czekała na nich Stephanie, która także schowała do bagażnika swój bagaż. Miała na sobie jasne rurki i koszulkę z falbankami. Na nogach miała białe trampki. Thomas, który był od nich dwa lata starszy jednak zrezygnował z Hogwartu i nadal był zapisany do Durmstrangu. Po chwili czekania przyszedł Carlos i pojechali. Jadąc mijali piękne widoki.
Kiedy dojechali do Anglii Carlos powiedział im, żeby poszły na ulicę Pokątną. Nie zdążyły zapytać jak mają się tam dostać bo chłopak odjechał. Tylko pomachał im na pożegnanie. Kompletnie nie wiedziały, gdzie miały iść. Nagle im oczom ukazała się kobieta  w szacie czarodzieja.
-Przepraszam panią, wie pani jak dostać się na ulicę Pokątną?-spytała czarodziejkę.
-Och, tak zaraz was zaprowadzę. Nazywam się Molly Weasley a wy pewnie nie jesteście z tąd?-spytała Molly.
-Tak, jesteśmy z Francji. Nazywamy się Rose Evans i Stephanie Miller. –powiedziała Rose.
-Chodźcie, za mną. –powiedziała kobieta i zaprowadziła ich na ulice Pokątną.

Proszę o komenty! =)



IV.Urodziny Ginny.



Ok, kolejny rozdział. Proszę o komenty  ;3


                                                                            IV

    Dni mijały szybko...Nadszedł sierpień. Rana na policzku Hermiony zagoiła się.
Przyjaciele starali się nie wspominać o nie miłym  incydencie z Ronem. 
Pewnego dnia postanowił on porozmawiać z Hermioną. Zapukał lekko do drzwi
pokoju, który dzieliła z Ginny.
-Kto tam?-spytała szatynka.
-Ron.-odpowiedział rudy.
-Ech, to ty. Wejdź. -powiedziała gryfonka.
-Hermiona...Ja chciałem cię przeprosić. Wiesz, byłem wtedy pijany i...Nie wiem co
we mnie wstąpiło. Żałuje tego. Bardzo.-powiedział Ron.
-No dobrze, wybaczam ci ale nie musiałeś tyle pić.-powiedziała szatynka.
-Wiem, przepraszam ale...Byłem załamany. Musiałem się odstresować.-wyjaśnił rudy.
-Ech, no dobra.-powiedziała Hermiona.
-Cieszę się, że już się pogodziliśmy. Cześć.-powiedział rudzielec i wyszedł.
     Po tej rozmowie atmosfera złagodziła się trochę. Następnego dnia po śniadaniu
Ginny podeszła do Hermiony.-Chodź, musimy porozmawiać.-powiedziała i razem
poszły do pokoju.
-Wiesz, niedługo moje urodziny, więc musimy pojechać na Pokątną kupić sukienki. Mama 
pozwoliła mi zrobić małą imprezę. Będzie o 18:00.Oszczędzałam na te urodziny przez 3 miesiące.
Trochę się nazbierało.-powiedziała Gin.
-Świetny pomysł.-powiedziała szatynka.-Kiedy jedziemy?
-Zaraz.-uśmiechnęła się ruda. Zeszły na dół, nałożyły trampki i za pomocą proszku Fiuu przeniosły
się na Pokątną. Odwiedziły sklep, który stał koło nich. Niestety nie znalazły tam nic dla siebie.
Przeszukały 4 sklepy...Nic. Wreszcie postanowiły wejść do "Sukienki pani Rabci."
Od razu zauważyły piękne zestawy. Do każdej sukienki dołączona była biżuteria, buty i torebka.
-Zobacz, ta jest śliczna!-krzyknęła Ginny wskazując na piękną beżową sukienkę.-Kurczę, za luźna. Ale tobie będzie dobra. Zmierz!
-No dobrze.-odpowiedziała Hermiona.
-Jest idealna!-krzyknęła Gin. widząc przyjaciółkę w nowym stroju. Do beżowej sukienki dołączone
były czarne buty z kwiatem, biała bransoletka z perełek i czarna torebka z kokardką.
-A ja kupuję tą.-powiedziała ruda trzymając w ręce różową sukienkę z czarnym pasem na środku.
Razem z sukienką były fioletowo-różowe buty i czarna torebka.
-Hej, w tym roku będzie bal bożonarodzeniowy. Wybierzmy od razu sukienki!-zaproponowała Hermiona.
-Dobry pomysł.-odpowiedziała ruda.
Wędrowały po sklepie podziwiając piękne kreacje. Hermiona wybrała śliczną różową sukienkę a Ginny zielono-różową. Zapłacili dosyć mało. Ginny za jedną sukienkę-17 galeonów a za drugą 15 galeonów.
Hermiona za jedną-17 galeonów a za drugą także 17. Po wyjściu ze sklepu obie postanowiły pochodzić jeszcze trochę po Pokątnej. Mijały wystawy sklepów i nagle Ginny zatrzymała się na jednej z nich. "Sprzęt do quidditcha i nie tylko..."-głosiła nazwa. Ginny od dawna kochała quidditch. Kiedy bracia nie pozwalali jej grać ona po cichu kradła ich miotły i latała kiedy nikt nie widział. Tym, co ją tak zafascynowało była koszulka z logo Harpii z Holyhead-ulubionej drużynie quidditcha Ginny. Na koszulce  były podpisy wszystkich zawodników. Koszulka kosztowała 25 galeonów.
-No, nie zostało mi 10...-powiedziała Ginny z zawodem.
-Chodź do lodziarni Floriana. Postawię ci loda.-powiedziała Hermiona i pociągnęła za rękę Ginny.
Kupiła jej wielkiego waniliowego loda a sobie wzięła czekoladowego.
-Zaraz wracam. Poczekaj tu na mnie.-rzuciła Hermiona i pobiegła przed siebie. Już wiedziała co da
na urodziny przyjaciółce. Weszła do sklepu "Sprzęt do quidditcha i nie tylko..." i kupiła koszulkę z podpisami ulubionej drużyny Harpii z Holyhead. Spojrzała na wnętrze sklepu. Było tu przytulnie. Podłoga była brązowa a ściany były pomarańczowe. Na ścianie po jej lewej wisiały miotły a po jej prawej zestawy miotlarskie oraz książki. Jej wzrok padł na pewną książkę. "Harpie z Hollyhead. Najlepsza drużyna quidditcha.". Hermiona nie zastanawiając się ta książkę kupiła także. Kosztowała 15 galeonów. Zostało jej 12.Zakupy schowała do torby z rzeczami ze sklepu "Sukienki pani Rabci".
-Gdzie byłaś?-spytała Ginny kiedy już wróciły do domu.
-Chciałam coś sprawdzić...-powiedziała Hermiona i razem poszły na górę. Tam poukładały nowo
zakupione rzeczy. Kiedy Ginny wyszła z pokoju, szatynka zastanawiała się nad schowaniem prezentu dla
Ginny. Zapakowała go w kolorowy papier i poszła do pokoju bliźniaków. Kiedy stanęła przed drzwiami
zapukała cicho. Otworzył jej Fred.
-Cześć Herma.-powiedział.
-Hej, przyszłam bo muszę ukryć gdzieś prezent dla Ginny. Schowasz? U nas Ginny łatwo go znajdzie.
Przyjdę po niego przed imprezą.-powiedziała gryfonka.
-Ok, schowam go.-odpowiedział rudzielec.
-Dzięki, cześć.-powiedziała szatynka i wróciła do pokoju.
                                                                 ***
      Dni mijały szybko i zanim się zorientowali nadszedł dzień urodzin Ginny-11 sierpnia. Opracowali plan. Zaprosili Nevilla i Lunę na godz.17:00.Ginny planowała imprezę na godz.18:00.Oni ją uprzedzą i zrobią jej niespodziankę. Kiedy nadeszła oczekiwana godzina a dekoracje i jedzenie było już gotowe p. Weasley zagadała Ginny. W tym czasie Neville, Luna, Ron, Fred, George i Harry schowali się. Nagle usłyszeli jak jubilatka wspina się po schodach.
-Niespodzianka!-krzyknęli, kiedy weszła do swojego pokoju.
Na twarzy nastolatki widać było zdziwienie i radość. Po chwili do pokoju wkroczyła pani Weasley z wielkim tortem. Obok niej stał jej mąż.
-Sto lat, sto lat!-zaśpiewali wszyscy. Później zajadali się pysznym, czekoladowym tortem.
Po posiłku był czas na prezenty. Ginny najpierw otworzyła ten od Hermiony.
-Ojejku  Hermiona! Jesteś kochana!-krzyknęła ruda i wyściskała przyjaciółkę. Od Freda i Georga dostała:
pudło czekoladowych żab, fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta, oraz kartkę z napisem "Kocham Freda i Georga", od Harry`ego dostała pióra cukrowe, czekoladki i kwiaty, od Rona otrzymała pudło
różnorodnych ciasteczek, rodzice podarowali jej sweter z napisem "Sto lat!" i mnóstwo słodyczy, Luna wraz z Nevillem podarowali jej wspólny prezent: tęczowe okulary, nowy numer "Żonglera", perfumy i słodycze.
-Dziękuję-powiedziała Ginny wszystkim. Potem wszyscy już się bawili. Pili piwo kremowe, zajadali się pasztecikami dyniowymi czy czekoladowymi żabami.
-Zagrajmy w butelkę.-zaproponowała Luna.
-Ok.-zgodzili się wszyscy.
Pierwsza kręciła Ginny. Wypadło na Freda. Wybrał zadanie.
-Pocałuj Hermionę.-powiedziała ruda.
Fred  nie zastanawiając się podszedł do Hermiony i pocałował ją w policzek. Szatynka zaróżowiła
się, z resztą Fred też. Wszyscy zaczęli klaskać.
-Ok, kręcisz Fred.-powiedziała Gin. I zakręcił, wypadło na Rona. Wybrał pytanie.
-Która dziewczyna z Hogwartu podoba ci się najbardziej?-spytał brata.
-Eee…Lavender. Lavender Brown.-to mówiąc zarumienił się po uszy. Wszyscy wybuchli śmiechem.
-No co?!-warknął a oni ucichli. I tak trwała zabawa. George musiał  zatańczyć walca z Nevillem i zjeść kawałek pergaminu, Harry wykrzyczeć głośno przez okno „Kocham profesor MacGonagall!”,
Ginny musiała odpowiedzieć na pytanie „Który z chłopaków podoba ci się najbardziej?” Odpowiedziała „Dean”, Ron musiał stanąć na głowie-podczas pokazu upadł na podłogę.
Wyzwanie miały też Hermiona i Luna. Hermiona wykrzyczeć „Uwielbiam lekcje z profesorem Snapem!”  a Luna powąchać swoją stopę. Po męczącej zabawie wszyscy usnęli w pokoju dziewczyn.
                 Rano wszyscy obudzili się w tym samym czasie. Fred, George, Harry, Ron i Hermiona po ubraniu się, poszli na śniadanie .Neville i Luna za pomocą proszku Fiuu przenieśli się do siebie.
Po śniadaniu wszyscy wspominali mistrzostwa świata w quidditchu , o których nie wspomniałam.
       I tak mijał czas w Norze. Nadszedł 23 sierpnia. W tym dniu wszyscy udali się ma Pokątną
kupić potrzebne do szkoły rzeczy. Jak już wcześniej wspomniała im pani Weasley musieli
kupić szaty wyjściowe na bal bożonarodzeniowy. Hermiona i Ginny to już miały z głowy.
Po powrocie do domu przyjaciele postanowili rozegrać mały mecz quidditcha. Hermiona była z Fredem i Ronem a Harry z Georgem i Ginny. Drużyna Hermiony przegrała 80:40. Nie grali na łapanie znicza tylko na gole. Trudno się dziwić bo grali jabłkami. Po przegranej Fred był strasznie zdziwiony.
-Ginny, gdzie ty się nauczyłaś grać? Przecież nigdy z nami nie grałaś.-spytał nadal mocno zdziwiony Fred.
-Kradła wam miotły i latała, kiedy nie widzieliście.-powiedziała Hermiona uśmiechając się.
-Serio?-spytał Fred.
-Tak.-powiedziała zawstydzona Ginny.
-Widać, że jesteś naszą siostrą.-odrzekł uśmiechnięty George.
W dobrych nastrojach wrócili do domu.
      Następny tydzień minął im bardzo szybko. Polegał między innymi na pakowaniu się i sprawdzaniu, czy wszystko się ma. Wreszcie nadszedł ten upragniony dzień-1 września.

Ok, no to rozdział 4 zakończony. Piąty dodam jeszcze dziś. Będzie o pewnych dziewczynach z akademii Bauxbatons i nie tylko :P Mam nadzieję, że czytacie. Każdy, kto czyta niech skomentuje. Proszę…;3 Będę wdzięczna, bardzo. Wiele to dla mnie znaczy bo dopiero zaczynam i wgl.
Nie wiem czy kontynuować bloga, więc proszę napiszcie!Wiem, że krótki ale w "Wordzie" zajmował 3 str.
~Expulso(Natalia ;3)


niedziela, 31 marca 2013

3.Ron.

Kolejna notka mówiłam że będzie jeszcze dziś ;3



                                                                         III




     -A też nic.-odpowiedział Fred.
-Jak to nic, tu zawsze się coś dzieje.-odpowiedziała szatynka z uśmiechem.
Nagle Fred sięgnął po pianę i dmuchną nią w Hermionę.
-Osz ty!Pożałujesz tego!-gryfonka wzięła do ręki garść piany, która po chwili wylądowała na włosach rudzielca.Ten odegrał jej się tym samym.Szatynka zaczęła uciekać po mokrej podłodze.Nagle Hermiona straciła równowagę i upadła.
-Hahahahahaha-śmiał się Fred, lecz dziewczyna nie ruszała się.
-Hermiona-spytał przerażony i pochylił się nad nieruchomą szatynką.
-Hahaha!-krzyknęła Hermiona i dmuchnęła mu pianą w twarz.
-Ej, to było nie fair!-krzyknął rudy.
-Może.-powiedziała gryfonka.Fred zaczął ją gonić a ona uciekała...Aż w końcu razem upadli na podłogę.I w tym momencie wszedł Ron.Był zdenerwowany.Hermiona i Fred natychmiast wstali.
-Ron, to nie tak jak...-zaczęła Hermiona.
-Nie tak jak myślę tak?Wchodzę do kuchni aby się napić a tu co widzę?Mój brat leży na podłodze z moją przyjaciółką.
-Ale Ron, my po prostu upadliśmy.-wyjaśniła szatynka.
-Aaa...upadliście.To dlaczego do jasnej cholery tu jest tyle wody?!Co wy sobie w ogóle myślicie?!Idę do siebie, nie będę wam przeszkadzał.-powiedział Ron i wybiegł z pomieszczenia.
-Przepraszam Miona.Nie przyjmuj się nim.Przejdzie mu.-powiedział Fred.
-Ja...muszę iść do pokoju.-powiedziała Hermiona i poszła na górę.
                                                                  ***
         -Co się stało?-spytała Ginny widząc smutną przyjaciółkę.
-Nic.Nic się nie stało.-powiedziała gryfonka.
-Dobra nie będę się dopytywać.-powiedziała ruda i przytuliła Hermionę, po czym usiadła na swoim łóżku.
A Hermiona nawet się nie zorientowała jak zmorzył ją sen.Nie wiedziała, że Ron siedzi w swoim pokoju i pije Ognistą Whisky.Kieliszek za kieliszkiem.Nie przestawał...

             Hermiona wstała i spojrzała na zegarek.Była 10:00."To sobie pospałam..."-pomyślała i poszła się ubrać.
"O matko!Jak ja wyglądam!"-pomyślała.Oczy miała zapuchnięte, wielkie wory pod oczami dawały o sobie znać.Była też bardzo blada.Nałożyła niebieskie rurki i różowy T-shirt z nadrukiem "Fatalnych jędz".Popsikała się mgiełką i wyszła.Zapomniała o makijażu ale już nie chciała wracać na górę.
-Dzień dobry.-powiedziała wchodząc do kuchni.
-Siadaj Hermiono.Dobrze się czujesz?Jesteś taka blada.Na szczęście nie będziesz jeść sama.Fred też dopiero wstał.Już schodzi.-powiedziała pani Weasley.
-Jestem trochę niewyspana.Dziękuję za troskę.-odpowiedziała szatynka.
-Ależ to normalne, że się o ciebie trozczę.Jesteś jak członek rodziny.-powiedziała p.Weasley tuląc ją.
-Dziękuję, pani Weasley.-powiedziała Hermiona uśmiechając się.
               Wzięła sobie tosta z dżemem.Jedząc odwróciła się rzucili sobie tylko "Cześć" i poszli w swoje
 strony.Hermiona do swojego a Fred do swojego pokoju.Szatynka pogrążyła się w swojej ulubionej lekturze "Romeo i Julia".
          -Dzieci chodźcie na dół!-zawołała p.Weasley.Po chwili wszyscy ujrzeli pulchną kobietę.Paczka kumpli usiadła na kanapie, tylko Ron stanął z tyłu aby jego rodzice nie wyczuli, że się upił.
-Dzieci.Jak wiecie jedziemy dziś na Pokątną.Teraz tak kto jedzie a kto zostaje?-spytała gospodyni.
-Ja chyba zostanę.Nic nie potrzebuję-odezwała się Hermiona.
-A ja nie jestem w nastroju.Idę do swojego pokoju-rzucił Ron.
Reszta pojechała.Hermiona postanowiła wrócić do lektury.Już miała sięgnąć po książkę, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
-Wejdź Ron.-powiedziała nastolatka.
-Cześć chciałbym porozmawiać.-Rzucił stojąc w przejściu.
-Ok, wchodź.-odpowiedziała szatynka.
-Piłeś?-spytała czując odór alkocholu.
-Tylko trochę.(16 kieliszków)-odpowiedział Ron.
-Nie che z tobą rozmawiać w takim stanie.Wróć jak wytrzeźwiejesz.-powiedziała zniesmaczona gryfonka.
-Ależ, wiem że chcesz.-powiedział rudzielec.
-Nie, nie chcę.Wyjdź z tąd.-powiedziała stanowczo szatynka.
-Ale ja chcę.Chcę być tu i ty też.-powiedział Ron.
-Nie!Wyjdź!-krzyknęła Hermiona.
Ale on podszedł do niej i złapał za ramiona.Próbowała się uwolnić ale nic z tego.Był zbyt silny.
-Puszczaj mnie!-krzyczała Hermiona.
-Nie, spróbuj się sama wyrwać.-powiedział rudy.
-Pomocy!-krzyczała.
-Nikogo tu nie ma tylko my.Ja i Ty.-powiedział.
-POMOCY!-krzyczała jeszcze głośniej.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.Stanął w nich Fred.
-Wyłaź z tąd gnojku!-krzyknął Fred.
-Dobrze ale oto co myślę o tej szlamie.-powiedział i uderzył Hermionę w twarz.Zabolało.Osunęła się na ziemię i ściemniło się jej przed oczami.
                                                                               ***
     Hermiona obudziła się w jakimś pokoju.Strasznie piekł jej policzek i bolała głowa.Leżała w pokoju, który dzieliła z Ginny.Obok niej siedział Fred.
-Cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak ty, Fred.-powiedziała i przytuliła się do niego.



Rozdział dobiegł końca ale mam linki do strojów jakie mniej więcej mieli dziś na sobie bohaterzy ;)

1.Ginny-http://www.google.pl/imgres?hl=pl&biw=1024&bih=638&tbm=isch&tbnid=VLe2HJ3lJ21ZIM:&imgrefurl=http://www.kotek.pl/bloxlite/0,110557,8294075.html%3BGPL_SID%3D3vnSRLSp5pFxKLz9GD6Tt4TLNd9W1pg63kj5zhYh8PrBQJJtj32z!591529083%3FblogName%3Dczekoladaaa%26year%3D2012%26month%3D04%26title%3Dzestawy_ubran_do_szkoly%26counter%3D1%26b%3D1%26order%3Dnajfajniejsze_odwrotnie&docid=bPfnY7-2vRKIMM&imgurl=http://bi.gazeta.pl/im/fotomon/bloxlite/f640x640/22/44/73f55b8e6f.jpg&w=500&h=500&ei=2Z1YUYbLIIuM7AailID4BA&zoom=1&ved=1t:3588,r:8,s:0,i:102&iact=rc&dur=613&page=1&tbnh=176&tbnw=167&start=0&ndsp=15&tx=103&ty=122

2.Hermiona- http://www.google.pl/imgres?start=353&hl=pl&biw=1024&bih=638&tbm=isch&tbnid=e-RAECJkeIpgGM:&imgrefurl=http://zapytaj.onet.pl/Category/003,001/2,20281493,Podoba_Ci_sie_ten_zestaw_ubran__23.html&docid=pFIPyHwXfuioZM&imgurl=http://m.onet.pl/_m/b82eca2314fae411dfab7633c3a2e4ca,62,37.jpg&w=500&h=428&ei=8Z5YUa-zDKnn7Ab27ID4CQ&zoom=1&ved=1t:3588,r:68,s:300,i:208&iact=rc&dur=795&page=19&tbnh=193&tbnw=225&ndsp=20&tx=67&ty=81


3.Fred- http://www.google.pl/imgres?hl=pl&biw=1024&bih=638&tbm=isch&tbnid=XACU9c3_zKfIrM:&imgrefurl=http://www.aletrendy.pl/zestawy-ubran/wszystkie-zestawy-ubran/%3Fq%3D%26page%3D214&docid=IZNyawsNRlgfrM&imgurl=http://aletrendy.static.idego.pl/media/composite/12500/65.jpg&w=324&h=280&ei=S59YUZLENsiv7AalzIHoCA&zoom=1&ved=1t:3588,r:52,s:0,i:245&iact=rc&dur=4&page=4&tbnh=179&tbnw=210&start=41&ndsp=14&tx=74&ty=107

4.George-To samo co Fred, tylko koszulka z zielonymi paskami ;)

5.Ron-http://www.google.pl/imgres?start=172&hl=pl&biw=1024&bih=638&tbm=isch&tbnid=KVwgeJ4NbVz7dM:&imgrefurl=http://szafa.pl/c12899789-zolta-koszulka-tshirt-meski-l-z-nadrukiem.html&docid=sCoUzx5Sbd_WaM&imgurl=http://img.szafa.pl/ubrania/1/012899789/1353938912/zolta-koszulka-tshirt-meski-l-z-nadrukiem.jpg&w=562&h=1000&ei=H6BYUaW5IYjb7Ab95oDICg&zoom=1&ved=1t:3588,r:75,s:100,i:232&iact=rc&dur=411&page=10&tbnh=179&tbnw=98&ndsp=17&tx=34&ty=74

6.Harry- http://www.google.pl/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fwww.stylomaniak.com%2Fwp-content%2Fuploads%2F2012%2F09%2F06%2Fbig-star-jesien-zima-201213%2Fever-base1.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fwww.stylomaniak.com%2Fnowe-kolekcje%2Fjesien-zima-2012-nowe-kolekcje%2Fbig-star-jesien-zima-201213.html&docid=5rfRExYPRZtlMM&tbnid=rpOyafGewCEsRM&w=600&h=800&ei=46BYUa25CYfR7AbKo4DwCw&ved=0CAMQxiAwAQ&iact=rics Tylko oczywiście zamiast tych butów trampki :P

7.Artur-Garniak :P
8.Molly- http://www.google.pl/imgres?hl=pl&biw=1024&bih=638&tbm=isch&tbnid=Yh9_807zBpdUiM:&imgrefurl=http://aleseriale.pl/gid,9327,img,298319,page,4,fototemat.html&docid=Jy4J3OQyXCeX5M&imgurl=http://i.wp.pl/a/f/film/033/19/83/0298319.jpg&w=399&h=599&ei=MKJYUaqTJJKQ7Aba5oGYAQ&zoom=1&ved=1t:3588,r:23,s:0,i:155&iact=rc&dur=404&page=2&tbnh=194&tbnw=127&start=14&ndsp=19&tx=71&ty=136

To chyba wszyscy :P
DoZo.Komentujcie!:D //Expulso

Jezioro

Pisze już kolejny rozdział...I sie tak zastanawiam...Dzisiaj dostałam dawki weny więc ;)
Tak, chciałabym zmienić temat bloga.Tzn. blog będzie o kilku bohaterach:Hermionie, Fredzie, Alyson (wymyslona), Emily(wymyslona), Mathew(wymyslony) no i oczywiście Ginny, Harry, Ron i pozostałe postacie z HP.Chcę po prostu dodac kilku bohaterów do bloga.Piszcie w komentarzu czy to dobry pomysł.
Rozdział 3 będzie jutro albo jeszcze dziś bo mam dzisiaj naprawdę dużooo weny. :)

                                                                                  II
Wziął ją na ręce i zaczął biec.
-Fred, puść mnie!-krzyczała Hermiona śmiejąc się.Śmiała się ona, śmiała się Ginny, śmiali się wszyscy.Wszyscy...oprócz Rona.Nie był tym taki rozbawiony.Był zdenerwowany.Jego brat niósł w ramionach jego dziewczynę!No dobra...prawie dziewczynę.Kochał Hermionę i myślał, że ona go też.
"To tylko kwestia czasu, zanim będą razem..."-myślał.Ale kiedy widział szatynkę trzymającą się szyi Freda
opanowywała go złość i coś jescze...Zazdrość.Nagle z jego myśli wyrwał go plusk.Doszli do jeziora a powodem plusku była Hermiona wrzucona do wody przez Freda.Jednak gryfonka nie dała się tak łatwo.
Podpłynęła do brzegu i złapała Freda za kostkę.Oboje runęli do wody.Po kilku minutach pływali już wszyscy z wyjątkiem Rona.Rudzielec udał się do pokoju pod pretekstem bólu głowy.Tak naprawdę opracowywał plan jak pozbyć się Freda.Tymczasem reszta paczki świetnie się bawiła w wodzie.Chlapali się, pływali, zrzucali do jeziora siebie nawzajem.Zanim się obejrzeli nadeszła 19:00.
-Musimy już iść,za pół godziny kolacja.-powiedziała Hermiona.Wszyscy się z nią zgodzili i wyruszyli do domu.
-Idę na górę się przebrać-powiedziała szatynka.
-Idę z tobą.-odpowiedziała Ginny.
Po wejściu do pokoju Hermiona założyła szorty i fioletową bluzkę, Ginny zaś założyła czerwone rurki, które idealnie pasowały do jej włosów i biały top.Po przebraniu zeszły na kolację.Mała rudowłosa gryfonka zajęła miejsce obok swojego taty Artura a starszej gryfonce pozostało tylko jedno miejsce.Usiadła obok Freda.
Powoli zaczęła jeść swoje naleśniki.Obejrzała się po kuchni.Pomieszczenie miało beżowe ściany.Tuż przy oknie stał stół z miękkimi krzesłami.Drewniana podłoga lśniła czystością.Obok zlewu stała kuchenka gazowa a trochę dalej kaflowy piec.Uśmiechnęła się.Uwielbiała spędzać tu wakacje.W tym domu panowała taka rodzinna atmosfera.Spojrzała na panią Weasley, na jej ciepły wyraz twarzy.Ta kobieta zawsze chciała mieć dużą rodzinę no i jej się udało.W domu było pełno ludzi i w dodatku wszyscy byli rudzi.Pan Weasley pracował w Ministerstwie Magii w wydziale Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli znanym także jako wydział  Niewłaściwego Użycia Czarów.Weasleyowie byli dobrymi ludźmi.Wszystkich darzyli przyjaźnią i dla każdego znalazło się miejsce w ich domu.Nagle Hermionę z rozmyślania wyrwało przeczucie, że ktoś jej się przygląda.Spojrzała na Freda.Gapił się na nią jakby widział ją po raz pierwszy.Szatynka zarumieniła się i spojrzała na swój talerz.O dziwo nic na nim nie było.Tak sie zamyśliła, że nawet nie zauważyła, że zjadła.
-Pani Weasley, ja mogę pozmywać.-powiedziała Hermiona.Wiedziała, że kobieta potrzebuje pomocy.Chociaż to mogła dla niej zrobić.
-Och, dziękuję ci Hermiono.Ja muszę już iść.Odwiedzimy z Arturem Lupina i Tonks.Wrócimy za najwyżej dwie godziny.-powiedziała Molly i po chwili już jej nie było.Hermiona zabrała się do mycia.Miała dużo do zmycia, bo rodzina Weasley była duża.Do tego musiała jeszcze dołożyć siebie i Harry`ego.Czyli w sumie...8 osób.Percy`ego, Billa i Charliego nie było.
-Pomogę ci.-powiedział znajomy głos.Fred.
-Ok,dzięki.-powiedziała szatynka.
-Więc, jak ci minął czerwiec i połowa lipca?-spytał rudzielec.
-A...dobrze, ale było trochę nudno.Cieszę się, że w końcu przyjechałam do Nory.A ci?-odpowiedziała Hermiona.
Sorki że tak krótko ale mój "kochany" braciszek nie daje mi dokończyc ale spróbuję to zrobić jeszcze dziś :) Proszę o komentarze, to dla mnie bardzo ważne.Muszę znać waszą opinię.

piątek, 29 marca 2013

Znowu w Norze

Ptaki zaczęły swój poranny świergot.Ciepłe promienie słońca wdzierały się do pokoju pewnej
pięknej, właśnie obudzonej dziewczyny.Hermiony Granger.Tak Hermiona wyładniała.
Jej zwykle napuszone włosy zmieniły się w falujące, lekkie loki. Twarz wydoroślała i stała
się poważniejsza i piękniejsza.Hermiona nie zdawała sobie z tego sprawy.Ciągle zajęta była nauką.
Ale...Czy tylko nauką?Od tamtego roku jej głowę zaczął zaprzątać ktoś jeszcze. Rudy, zabawny, zainteresowany quidditchem chłopak.Fred Weasley.Zupełne przeciwieństwo jej samej.W duchu Hermiona
przekonywała się, że nic do niego nie czuje.Jednak...było inaczej.
      Hermiona spojrzała na zegarek.Była 8:00."Och,to jeszcze mam sporo czasu"-pomyślała.Dziś wyjeżdżała do państwa Weasley na ostatnie cztery tygodnie wakacji.Miała się do nich przedostać za pomocą proszku Fiuu.Umówiona była z nimi na godz.11:00. Gryfonka nałożyła jeansowe szorty i miętową bokserkę. Lubiła luźne ciuchy.Nie lubiła jakichś wytwornych sukni ani też obcisłych strojów.Nie tolerowała też masy tapety na twarzy, chociaż zrobiła sobie delikatny makijaż.Włosy przeczesała szczotką.Sprawdziła jeszcze czy wszytsko spakowała.Szczotka, olejki do kąpieli, różdżka, ubrania, bielizna, kilka kosmetyków, pidżama, "Romeo i Julia", zdjęcie z wakacji, z którym się nie rozstawała(Harry i Ron obok siebie, Fred i George chichotający i pokazujący im różki i ja i Ginny śmiejące się)fotografia oczywiście się poruszała.Szata, sakiewka z pieniędzmi..."Chyba wszystko"-pomyślała szatynka i poszła na śniadanie.Rodziców nie było, śniadanie oczywiście jej zostawili(tosty z dżemem).Byli w klinice, w końcu byli dentystami.Oprócz śniadania zostawili jej liścik.
                                             "Droga Hermiono!
                    Pewnie nie zdążymy się z tobą pożegnać przed
                  Twoim wyjazdem do państwa Weasley.A więc miłego
                  pobytu córeczko.
                                                                           Mama i Tata"
"Kochani rodzice"-pomyślała Hermiona i uśmiechnęła się.Weszła do salonu i spojrzała na wielki zegar wiszący nad kominkiem, którym miała przedostać się do Nory. Tak do Nory. Nie mogła się doczekać. Zobaczy tam Rona, Ginny, Georga i...Freda."Ciekawe czy on mnie lubi?"- pomyślała i sięgnęła do regału po jakąś książkę. Wybrała "Władca pierścieni:Drużyna pierścienia". O dziwo nigdy tej książki nie czytała. Rozsiadła się w fotelu i pogrążyła w lekturze.Książka tak ją zaciekawiła, że nawet nie zauważyła jak wybiła 10:30.Hermiona zamknęła książke i poszła się napić. Po ugaszeniu pragnienia poszła na górę i wzięła swój bagaż.Ponownie zeszła na dół i wzięła do ręki trochę dziwnego proszku.Rzuciła w płomienie i krzyknęła "Nora!".Nagle wokół niej zawirowało i już pędziła by za chwilę wyskoczyć z kominka Weasley`ów. -Dzień dobry!-krzyknęła, otrzepując się.-Witaj Hermiono, tak się cieszę, że przyjechałaś.-powiedziała pani Weasley tuląc ją do siebie.-Jesteś głodna?-spytała.-Nie, nie dawno jadłam.-odpowiedziała Hermiona i poszła na górę. -Aaaaa, Hermiona! Wreszcie jesteś! Ładnie wyglądasz.-krzyknęła Ginny rzucając jej się na szyję.-Cześć Ginny-odpowiedziała jej.I tak wszyscy się z nią przywitali.Harry, Ron, George no i Fred. Podszedł i jak inni przytulił ją i powiedział, że pięknie wygląda.A ona poczuła, że się rumieni.On chyba to zauważył bo odpowiedział jej uśmiechem."Jak on się pięknie uśmiecha..."-pomyślała szatynka i poszła do pokoju, który dzieliła z Ginny.-Pani pozwoli, że pomogę.-powiedział jakiś męski głos, chwytając jej walizkę.-Och, dziękuję Fred-powiedziała Hermiona rumieniąc się i szybko odwróciła wzrok.-No wiesz, jestem przecież George-odpowiedział bliźniak-Och, przepraszam George-odpowiedziała Hermiona z zawodem-Żartowałem, jestem Fred-odpowiedział rudzielec uśmiechając się.A Hermiona śmiejąc się pogładziła go po włosach.Teraz i on się zarumienił ale szybko odwrócił wzrok, żeby to ukryć.Po wniesieniu walizek Hermiona je rozpakowała i postanowiła porozmawiać z Harrym.Wychodząc z pokoju akurat go spotkała.-O, Harry czemu jesteś tak wcześnie, przecież miałeś być tu dopiero za tydzień.-zapytała szatynka-Sam nie wiem.Teleportował mnie wczoraj pan Weasley, powiedział, że jak będę tu wcześniej to będzie lepiej.-odpowiedział jej brunet.-Hmm...muszę już iść spotkamy się później.Cześć.-powiedziała Hermiona.-Cześć-odpowiedział jej Harry.A Hermiona poszła pogadać z Ginny.Obiecała jej rozmowę.
-O, Hermiona, już jesteś.Gdzie byłaś?-zapytała ruda.-Rozmawiałam z Harrym.-odpowiedziała jej szatynka.
-Aha.Co robiłaś w tamtym miesiącu?-spytała młodsza Gryfonka-A nic, spędziłam go z rodzicami a ty?-spytała Hermiona-Wiesz, związałam się z Harrym.On jest taki słodki.-powiedziała Ginny rumieniąc się-To gratulacje!-powiedziała Hermiona przytulając rudą.Nagle do pokoju wparowali bliźniacy.Fred zerknął na Hermionę.-Mamy taki pomysł.Idziemy nad jezioro.Idziecie z nami?-spytał George.-Tak, oczywiście.-powiedziała Ginny.-A ja jakoś nie mam ochoty...Idźcie sami.-powiedziała szatynka.-Ależ nie, ty idziesz z nami powiedział Fred i wziął ją ręce.



No, narazie to tyle.Mam nadzieję, że będziecie czytać mojego bloga. Przepraszam za błędy, dopiero zaczynam, więc nie wiem nawet jak wstawić szablon ale zaraz poszukam na necie.;) Proszę o komentarze i opinię, bo nie wiem czy pisać dalej ;3